Tłumaczenie aplikacji – robisz to źle!

Konsekwencja w wykonywaniu jakiegokolwiek działania jest rzeczą pożądaną. Zwłaszcza jeśli chodzi o tłumaczenia. A już najbardziej, kiedy chcemy być postrzegani jako profesjonaliści.

Pisze Daga Bożek-Andryszczak

Ile języków, tyle klientów

Kiedy chcemy poszerzyć grono odbiorców, reklamować się za granicą czy po prostu ułatwić życie klientom (wbrew pozorom nie każdy zna język angielski w stopniu komunikatywnym) – sięgamy po tłumaczenie. Chcemy w ten sposób dostosować produkt do klienta, zachęcić go do korzystania z naszej oferty, pokazać, że wychodzimy naprzeciw jego oczekiwaniom.

Żelazna logika podpowiada, że skoro odbiorcą jest polski klient, tłumaczenie, jeśli już usługodawca się na nie decyduje, powinno być na język polski.

I tu wracamy do konsekwencji wspomnianej na samym początku tego tekstu…

„Polish version” – mówili

Nowy rok rozpoczęłam od robienia kopii zapasowych. Po zalogowaniu się do panelu administracyjnego, zauważyłam następujący komunikat:

Kiepskie tłumaczenie aplikacji mobilnej www

I teraz już nie wiem, czy mam „edit” czy „edytować”, a „cloned” to lepsza wersja niż „klon”? Odczuwam lekką konfuzję…

Niby oczywiste, ale jednak – polska wersja nie jest wersją polsko-angielską. Przy tłumaczeniu interfejsu, który powinien być przejrzysty i pomóc użytkownikowi szybko i poprawnie skorzystać z aplikacji, poprawność i konsekwencja są szczególnie ważne.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że kolejna aktualizacja (a może „update”?) rozwiąże ten problem.

(Visited 145 times, 1 visits today)
Anna Gargula
Anna Gargula